wtorek, 6 stycznia 2015

Rozdział Szesnasty

NICOLE's POV

Po pół godzinie dojechaliśmy do szpitala, udało się  doprowadzić chłopaka do lepszego stanu.
Miał wstrząs mózgu i kilka rozcięć na ciele.Siedziałam obok jego łóżka i płakałam trzymając go z rękę. Nagle otworzył lekko oczy i ścisnął moją dłoń.
-Gdzie jestem? -spytał słabym głosem, a ja smutno odrzekłam:
-W szpitalu skarbie... Kocham Cię- szepnęłam a po moim policzku spłynęły łzy. Juss nawet ich nie otarł, był na to  zbyt słaby.
Siedzieliśmy w ciszy przez kilka minut, nagle zauważyłam,że Justinowi szybko spada puls.
Zaczęłam wołać o pomoc, po chwili wyprowadzono mnie z sali i lekarze zaczęli go reanimować.
Nie mogłam się opanować,płakałam gdy widziałam nieprzytomnego chłopaka. Usiadłam pod ścianą i zakryłam twarz dłońmi. Po kilku minutach podszedł do mnie lekarz.
- Niestety mam dla pani złą wiadomość. Serce pana Biebera się zatrzymało, nie dało się nic zrobić. Może się pani z nim pożegnać.- odrzekł smutno i poszedł do swojego pokoju.
Kiedy to usłyszałam zaczęłam płakać jeszcze bardziej, nie mogłam w to uwierzyć. Wbiegłam do sali, a tam zobaczyłam Justin przykrytego kołdrą.
- Boże, Justin , proszę ! Nie zostawiaj mnie, ja bez ciebie umrę! - krzyknęłam i pocałowałam go w usta. Straciłam nadzieje i usiadłam na krześle obok łóżka. Zalałam się łzami, miałam ochotę ze sobą skończyć. Juss był dla mnie całym światem, a jeden wypadek zniszczył wszystko.
Siedziałam zapłakana jeszcze kilka minut, gdy nagle poczułam czyjąś rękę na swoim policzku.
Przestraszyłam się bo była to rękę JuJu.
-Wyglądasz jakbyś  ducha zobaczyła! Co ci? - odparł żywym głosem.
- No bo.. No bo.. Boże Juss ty.. ty.. Żyjesz!- krzyknęłam i wybiegłam przed sale.
- Ludzie , słyszycie? Justin żyje! Panie doktorze , panie doktorze, mój chłopak żyje! - wydarłam się gdy zobaczyłam dr. Grixa
- Co pani mówi? Jak to żyję?- spytał zdezorientowany i pobiegł za mną do sali Justina
- Panie Boże, faktycznie! Jak się ciesze, panie Beiber, powinien być pan bardzo szczęśliwy!- odparł wesoło lekarz , gdy zobaczył żywego Biebsa.
-Ale czemu miałbym się cieszyć? Co takiego się stało? - zapytał Justin.
- Przeżyłeś śmierć kliniczną. Po wypadku twoje serce się zatrzymało, a potem znowu zaczęło bić- odrzekłam wesoło a potem go przytuliłam.
- Na prawdę ? To genialnie! A tak w ogóle to kiedy będę mógł z stąd wyjść? - powiedział chłopak i popatrzył na mnie.
- Jutro! A teraz proszę odpoczywać.Do widzenia!-odchrząknął dr. Grix i wyszedł z sali.
Zostałam z Justinem całą noc. Obudziłam się koło 8 rano, siedziałam na krześle a moja głowa była oparta o tors Jussa. Już nie spał i patrzył na mnie swoimi karmelowymi oczami.

JUSTIN's POV

Uśmiechnąłem się.
- Cześć kiciu, jak się spało? Zagryzłem wargę i pogłaskałem ją po włosach.
- Źle. Tu jest strasznie nie wygodnie. Chce już do domu.- odparła Nicki i przeciągnęła się.
- To jedź. Ja przyjadę za jakąś godzinkę.- pocałowałem ją w policzek a ona pożegnała się ze mną i wyszła z sali.
Po półtorej godziny zebrałem się i pojechałem do domu. Jadąc myślałam nad sobą, nad tym co robiłem kiedyś. Zaczęły mnie dręczyć wyrzuty sumienia, zabiłem tyle niewinnych dziewczyn.
>> No tak jestem potworem. Dziwie się ,że Nicole chce ze mną być. Dziwie się ,ze znalazłem osobę która wybacz mi wszystkie moje błędy i wybuchy <<
Uderzyłem lekko w kierownice i odpaliłem papierosa. Zaciągnąłem się a potem wypuściłem dym z ust.
- Już jestem!- krzyknąłem po wejściu do mieszkania, ale po chwili zorientowałem się ,że Nicki śpi więc zdjąłem buty i położyłem się obok jej. Delikatnie objąłem ją w tali i pocałowałem jej policzek.
Po kilku minutach zasnąłem, ale obudziłem się po dwóch godzinach. Dziewczyna jeszcze spała nie chciałem jej budzić, więc po cichu wstałem i wyszedłem z psem na spacer.
Na dworze padał śnieg, owinąłem swój szalik na szyi. Zadzwoniłem do Chaza, miałam ochotę z kimś pogadać.
J- Justin, C-Chaz
*
J: Halo ? Chaz ?
C: Tak? Co tam?
J: Nic, dzwonie bo chciałem pogadać. Mogę ?
C: No dobra, gadaj co ci leży ja sercu!
J: Jestem potworem...
C: Co?! Czemu?
J: Zabiłem tyle niewinnych dziewczyn.. W końcu zrozumiałem swój błąd...
C: Chłopie! Czasu nie cofniesz. Nie możesz się tym tak zadręczać. Życia im nie przywrócisz.
J: Może.. Tak w ogóle to wczoraj przeżyłem śmierć kliniczną.
C:  Że co? Jak to? Co dokładnie się stało?
J: No bo wiesz... Mieliśmy mały wypadek,wyleciałem przez przednią szybę na ulicę. No i mówili mi w szpitalu ,że przeżyłem śmierć kliniczną i w ogóle. Taka pierdoła.
C: Mały wypadek?! Chłopie ty mogłeś umrzeć!
J: No mówię że już umarłem. Umarłem, ale przeżyłem, zrozumiano ? *śmiech*
C: No dobra niech ci będzie, prawie zmartwychwstały *śmiech* Co u Nicole?
J : U Nickie ? Wszystko dobrze, po staremu. A tak w ogóle to Ryan mnie ostatnio odwiedził.
C: Serio? Ten zjeb ? I co? Jak było ?
J: Cały czas onieśmielał Nicole.
Rozmowa z Chazem trwała coraz dłużej, a ja znajdowałem się daleko od domu.

NICOLE's POV

Obudziłam się bo ktoś zapukał do mieszkania. Jussa nie było więc poszłam otworzyć.
Przed drzwiami stał były szef Justina, czyi Arch.
Chciałam szybko zamknąć, lecz gangster zdążył wejść do środka. Był zbyt silny bym go wypchnęła...

***
Witajcie po długiej przerwie!
Tu Ewa,jestem nową autorką bloga. Będę pomagać Majce w prowadzeniu bloga,ponieważ sama nie daje rady.
Rozdziały są autorstwa Majki,jednak to ja je przepisuję i dodaję tutaj Mam nadzieję,że mnie polubicie!
Majka bardzo was przeprasza,niestety w szkole strasznie ją męczą i nawet podczas przerwy świątecznej miała dużo
nauki
Rozdział bardzo długo oczekiwany,ale jest! Co sądzicie? Opinie w komentarzach lub na twitterze:
Moim (Ewa): @AlexStyles69x
Autorki głównej (Majka): @galaxybuteraxo

#muchlove misie!




5 komentarzy: